• Fundacja Kapucyńska
  • im. bł. Aniceta Koplińskiego
  • ul. Kapucyńska 4
  • 00-245 Warszawa
Wiesław, Michał, Marcin

Bezdomni w Radio Plus Warszawa

W Wielki Czwartek w audycji Marka Jaromskiego na antenie Radia Plus Warszawa rozmawialiśmy o bezdomności. Wiesław, Michał, Marcin i Paweł poruszyli serca słuchaczy. Opowiedzieli o dnie, którego doświadczyli, o tym co stracili i dlaczego mieszkają na ulicy.

 

 

 

 

Marcin był dziennikarzem we wschodniej Polsce, kochał pisać. Jako ciekawy świata człowiek imał się różnych zajęć. Pracował jako górnik i piekarz, by jeszcze bardziej doświadczyć życia. Wykończył go alkohol. Stracił rodzinę, dom i własną godność. Gdyby nie Bracia Kapucyni, ciężko byłoby mu odzyskać równowagę. Od wielu tygodni nie pije. Cieszy się, że wytrwał w wielkopostnym postanowieniu. Ma dzięki temu nadzieję na przemianę życia. Szuka pracy. Gdy ją znajdzie, będzie mógł myśleć o mieszkaniu. Chce się ustabilizować, by nawiązać utracone relacje z rodziną. To dla niego najważniejsze i najtrudniejsze wyzwanie.

Paweł przez kilka lat pracował w Wielkiej Brytanii. Zna języki, ma międzynarodowe certyfikaty zawodowe, wysoko ceniono jego pracę. Był administratorem sieci w Berkeley’s Bank. Zarabiał ponad 3500 funtów, wystarczająco by żyć ponad stan i dać się ponieść fali. Zgubiły go pieniądze i zabawa. Przepuszczał wszystko, co zarobił. Stracił pracę, znajomych, rodzinę, popadł w długi. Potem więzienie, ulica i degeneracja. Nadzieję odzyskał po spotkaniu Braci Kapucynów. Przychodził na Miodową po talerz zupy, teraz pomaga w Jadłodajni nakarmić innych. Razem z Marcinem zajmują się wydawaniem posiłków. Razem też mieszkają „w apartamencie na klatce schodowej przy kaloryferze”. Mieszkańcy bloku już się do nich przyzwyczaili. Początkowo niechętni, próbowali ich przeganiać. Z czasem nabrali sympatii, widząc jak dbają o swój ciepły kąt. Ich przyjaźń pomaga im wychodzić z nałogu. Wspierają się nawzajem w trzeźwości.

Wiesław jest bezdomnym już 34 lata. „Wędkowanie” opanował perfekcyjnie. W dobre dni potrafi wyżebrać  całkiem niezłą sumę. Znalezienie pracy w  jego wieku graniczy z cudem, to jedyny sposób zarobkowania. Nigdy nie stronił od alkoholu, nigdy też nie mógł się z tym pogodzić. Siedem razy walczył na odwyku. Póki co trwa, ma nadzieję, że wytrwa. Uśmiech nie opuszcza jego twarzy, dowcipem i radością pokonuje przeciwności. Zawsze powtarza, że „będzie dobrze”. Inaczej nie może, wszystko co złe ma już przecież za sobą.

Michał jest najmłodszy. Kilka lat temu zmarła jego mama. Nie ma wątpliwości, że gdyby żyła miałby dom. Mieszkanie po rodzicach było niewielkie, zajmowała je siostra z mężem i dziećmi. Za symboliczną sumę zrzekł się meldunku. Nie był świadom konsekwencji. Od kilku lat walczy z chorobą i bezdomnością. Na razie dachu nad głową użycza mu Markot, w zamian za prace porządkowe na rzecz ośrodka. Ciepła zupa u Kapucynów była przez lata jedyną namiastką rodzinnego domu. W zakonnikach znalazł też duchowych Braci. Wie, że może na nich liczyć.

Wszyscy czterej biorą udział w warsztatach socjoterapeutycznych w Centrum Wsparcia Psychologicznego Miodowa. Uczą się wychodzenia z bezdomności i  samodzielnego powrotu do życia. Nie jest im łatwo, ale walczą. Nie mają wątpliwości, że prowadzi ich Pan Bóg i to Jego drogami chcą teraz kroczyć. Na szyjach noszą nieśmiertelniki z wyrytym hasłem „Jezu zbaw mnie”. Wołanie Dobrego Łotra stało się ich wołaniem.

Nieśmiertelniki przypominają im też o odzyskanej tożsamości. Imię i nazwisko wygrawerowane na stalowej blasze to coś więcej niż dokument tożsamości. To pieczęć przynależności do Kościoła. Widniejący pod nimi adres klasztoru Kapucynów na Miodowej, opatrzony międzynarodowym skrótem ICE, sprawi, że to Bracia wezmą za nich odpowiedzialność w chwili śmierci. Nieśmiertelnik przypomina im też, że nie są już sami. Za ponad 150-cio osobową grupę „nieśmiertelnych” Bracia i wolontariusze modlą się każdego dnia.

Do tego grona pragnie dołączyć coraz więcej bezdomnych i darczyńców. Jedni odzyskują swoją tożsamość dzięki pomocy drugim. Materialna wartość nieśmiertelnika to zaledwie 15 złotych. Radość i pokój serca, jaki zyskują bezdomni, dzięki temu symbolowi przynależności, ma już wymiar bezcennej nieśmiertelności.

Marzena Nykiel

fun_kap

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *