• Fundacja Kapucyńska
  • im. bł. Aniceta Koplińskiego
  • ul. Kapucyńska 4
  • 00-245 Warszawa

Integracja w meandrach Bugu

O czym, jak o meandrach Bugu, wolontariusze Fundacji wiedzą już sporo. Wyprawa na malownicze tereny Serpelic, była bez wątpienia największą atrakcją weekendowego pobytu integracyjnego.

Kilkugodzinne błądzenie po łąkach, przy ciągle padającym śniegu i zacinającym wietrze, dla sporej grupy uczestników, było istną szkołą przetrwania. Niezrażeni jednak, pełni nadziei i ufności w zapewnienia br. Adama, iż ciągle „idziemy w dobrym kierunku”, przemaszerowaliśmy pół gminy, aby w końcu znaleźć się ponownie na terenie klasztoru Braci Kapucynów.

Jedno jest pewne: po tym wypadzie, przynajmniej kilku wolontariuszy, zupełnie wykasowało ze słownika mowy potocznej, słowo „skrót”. Ono bowiem stało się początkiem całego zamieszania. Znalazły się jednak plusy owego błądzenia. „Warszawka” bowiem, na żywo podziwiać mogła stado byków oraz zobaczyła, że bycie rolnikiem, to ciężki kawałek chleba, a pole orać trzeba nawet… zimą.

Od samego początku, naszej wyprawie do Serpelic towarzyszyło pasmo dziwnych wydarzeń. Już pierwszego dnia część wolontariuszy dojechała z poślizgiem. O ile jednak złośliwość rzeczy martwych, w postaci popsucia się na trasie jednego z aut, można zrozumieć. Tak zniknięcie przygotowanego na kolację talerza… jajek z majonezem rozpatrywano nawet w kategoriach zjawiska paranormalnego. W kręgu podejrzanych znaleźli się wszyscy. Bez wyjątku… Nawet sąsiadujący z nami neokatechumeni. Zagadka rozwiązała się jednak w trakcie niedzielnego śniadania, podczas którego zaserwowano… pastę jajeczną.

Każdy wyjazd integracyjny służy m.in.: temu, aby uczestnicy mogli bardziej się poznać. Nie inaczej było w Serpelicach. Każdy z wolontariuszy miał nawet swojego „cichego wielbiciela” – niektórzy może nawet pierwszego w życiu – którego przed powrotem do Warszawy musiał zdemaskować. Sztuka ta udała się wprawdzie niewielu, niemniej zabawa była przednia. Podobnie jak zabawa w „Mafię”. Czy zbiegiem okoliczności było, znalezienie się w grupie osób, które decydowały o „być albo nie być” pozostałych uczestników, dwójki najważniejszych koordynatorów projektów FK? Ciekawy wątek… W niczym, to jednak nie zmienia faktu, że z zabawy, w iście ekspresowym tempie, wyautowani zostali dwaj inni decydenci fundacji. Czyżby w najbliższym czasie szykowało się zebranie na Miodowej? Niczego nie można wykluczyć, tym bardziej, że „mafiozi” zwyciężyli…

Wspólnie spędzony weekend w Serpelicach, to była nie tylko olbrzymia dawka śmiechu i zabawy. To był również czas na zastanowienie się nad swoją rolą? Nad tym, kim jestem? Kim chciałbym być? Czym jest dla mnie wolontariat. I co mi daje? Zadawanych pytań może być jest jeszcze więcej. Pojawiających się odpowiedzi wiele, i to niekoniecznie pokrywających się ze sobą. Każdy z nas musi jednak pamiętać, że działaniom FK przyświeca jeden cel… – Bo, jak chory prowadzi chorego, to jest już niedobrze – spuentował w trakcie homilii br. Adam Zwierz.

map

fun_kap

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *